Wpadka mojego faceta.

Wpadka mojego faceta.

Wpadka mojego faceta.

 

Kończyłam 30 lat, byłam w związku z atrakcyjnym mężczyzną, który nie chciał w swoim życiu zmian. Luźny, nieformalny związek mu wystarczał. Byliśmy ze sobą 5 lat. Mnie w sumie też to nie przeszkadzało, jednak chciałam założyć rodzinę. Zarabiałam bardzo dobrze, miałam niewielki domek. Miałam, gdyż w wieku 28 lat spłaciłam kredyt. Mój facet do tego nie dołożył ani złotówki ale zawsze mówiłam, że to nasz dom. Mówiłam tak do chwili, kiedy nie przyłam go z jakąś lafiryndą w naszej sypialni. Wróć, mojej sypialni.

Kiepsko się czułam od rana. Zastanawiałam się nad tym, czy pójść do pracy. Miałam dosyć ważne spotkania więc one rozwiały moje wszelkie wątpliwości. Łyknęłam garść proszków i ruszyłam w bój. Niestety z godziny na godzinę czułam się gorzej więc odwołałam ostatnie najmniej ważne spotkanie. Wracając z pracy podjechałam do znajomego lekarza, który mnie zbadał. Nic wielkiego się nie działo, zapalanie gardła i coś na oskrzelach. Wypisał leki i poradził bym trochę poleżała w łóżku. Podziękowałam za wszystko. Poznałam go na jakiejś firmowej imprezie, znamy się już 4 lata. Przeżywa wciąż śmierć żony, zginęła w wypadku dwa lata temu. Jednak teraz uśmiecha się zdecydowanie częściej. Odwiedziłam aptekę i udałam się do domu. Tam doznałam szoku, otworzyłam drzwi i wchodząc usłyszałam głosy. Urywane zdania, jęki, to wskazywało tylko na jedno – sex. Nie mówiąc nic weszłam na górę, dźwięki były intensywniejsze. Otworzyłam drzwi od sypialni, zobaczyłam mojego faceta zabawiającego się z jakąś dziunią. Słyszałam dziwne wyjaśnienia, że to nic nie znaczy, że to dziewczyna na sex telefon. Po kilku godzinach w moim domu nie było po nim śladu.

Leżałam w łóżku z wysoką gorączką, a w domu zupełnie nikogo. Dobrze, że wykupiłam sobie wszystkie leki, nie musiałam wychodzić z domu. Minęło 4 dni i żadnej poprawy. Nadchodził poniedziałek więc do pracy, a ja ledwo żywa. Zadzwoniłam do mojego lekarza i poprosiłam o wizytę domową. Oczywiście przeprosiłam, za zakłócanie niedzielnego spokoju. Po dwóch godzinach był u mnie, osłuchał mnie i wypisał kolejne leki. Poinformował, że koniecznie muszę zostać w domu jeszcze przez kilka dni. Miał już wychodzić więc szybko poprosiłam, by wykupił mi leki. Na jego twarzy ukazało się zdziwienie. A Bartek? Odpowiedziałam krótko, nie ma już w moim życiu Bartka.

Po kilku minutach Rafał był z lekami. Przygotował miksturki i podał mi je. Przywiózł także obiad i kilka owoców cytrusowych. Zrobił także zaopatrzenie na kolację i śniadanie. Posiedział ze mną jeszcze kilkanaście minut i pojechał.

Obiad zjadłam z dużym apetytem, nie jadłam nic od sobotniego popołudnia więc minęła więcej niż doba od ostatniego posiłku. Byłam naprawdę zadowolona z tego, że zadzwoniłam do Rafała. Okazał się świetnym kumplem, można powiedzieć nawet przyjacielem. Myśląc o tym zasnęłam. Obudziłam się dopiero kolejnego dnia, nie mogłam w to uwierzyć, że tyle spałam. Natychmiast poszłam zjeść śniadanie i wziąć leki. Spojrzałam na migocący telefon. Przeczytałam wiadomość: Witam. Leki wzięte? Natychmiast odpowiedziałam: Tak, oczywiście.

Wzięłam gorący prysznic, zmieniłam piżamę i udałam się z powrotem do łóżka. Czułam się zdecydowanie lepiej. Nawet zainteresował mnie jakiś film dokumentalny, który obejrzałam cały. Po nim zasnęłam, obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Ubrałam szlafrok i zaspana zeszłam otworzyć. W drzwiach stanął Rafał z uśmiechem na twarzy i reklamówką w ręku. Oznajmił, że przyniósł obiad i świeże owoce oraz zakupy. Zastanawiałam się która jest godzina. Moje myśli przerwało mi pytanie: Wejdziemy do środka? Ocknęłam się i natychmiast odpowiedziała: zapraszam. Zerknęłam na zegarek i oczon nie dowierzałam, była już 16.

Rafał widząc na wierzchu talerze nałożył obiad. Byłam zdziwiona, gdyż przygotował i dla siebie. Pozwolisz, że zjemy razem? Cóż mogłam powiedzieć innego: Będzie mi bardzo miło. Przez kolejne minuty nie byłam rozmowna, zjedliśmy prawie w milczeniu. Po obiedzie mój gość naczynia włożył do zmywarki i przygotował mi leki, które posłusznie połknęłam. Szczerze podziękowałam za pomoc. Usłyszałam: Muszę lecieć dalej do pracy, odwiedzę Cię jutro. Wyszedł, a ja poszłam do łazienki umyć zęby, by móc wrócić do łóżka. Czułam się bardzo zmęczona, o co chodzi Rafałowi, że traci swój czas, przecież nie prosiłam o pomoc. Oczywiście byłam bardzo zadowolona, że się pojawił, że zadbał o mnie. Przez tę chorobę nie miałam nawet siły myśleć o Bartku. Przyrzekłam sobie, że nie będę o nim myśleć, nie jest tego wart.

Mimo postanowień kolejnego dnia, kiedy poczułam się lepiej myślałam już o Bartku. Tęskniłam za nim, mieliśmy swoje plany, był ze mną prawie każdego dnia. Zastanawiałam się, co robiłam nie tak i jak mógł mi to zrobić i to jeszcze w moim domu. Moje myśli przerwał dźwięk dzwonka…

cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − 10 =